niedziela, 9 października 2016

Zakładka




W filmach czy książkach akcja często ogniskuje się wokół pomysłu drobnego, przypadkowego wydarzenia z przeszłości, które ma wpływ na teraźniejszość w bardzo niespodziewany sposób. Zawsze się śmiałam z tego typu rozwiązań scenariuszowych, a tu uświadomiłam sobie, że w moim życiu też czasem tak się zdarza, przyczyna i skutek nie zawsze połączone są linią prostą i przejrzystą. Przykładowo fakt, że w październiku ubiegłego roku źle sprawdziłam rozkład jazdy MPK był przyczyną wyhaftowania przeze mnie w tym roku zakładki do książki.

Jak to się stało? Otóż byłam przekonana, że autobus odjeżdża pół godziny wcześniej, niż miał napisane w rozkładzie, więc chcąc nie chcąc dreptałam wzdłuż ulicy, raz w jedną, raz w drugą stronę, łapiąc jesienne promienie słońca. Po drodze wstąpiłam do sklepu wielobranżowego, którego najbardziej ciekawym elementem wystroju okazał się stojak z gazetami. Znalazłam na nim dwumiesięcznik, którego nigdy wcześniej nie miałam w ręce, a którego tytuł brzmiał zachęcająco: "Twórcze inspiracje". Najbardziej zaciekawił mnie wtedy artykuł o wire wrappingu, nawet planowałam skorzystać z umieszczonego w czasopiśmie poradnika na ten temat. Jednakże gazetka wylądowała na półce i leżała tak prawie przez rok, żeby dać się z powrotem odkryć przy okazji szukania dokumentów. Wtedy moją uwagę przykuł z kolei artykuł o hafcie blackwork i postanowiłam przyozdobić nim zakładkę do książki.



Blackwork, zwany też haftem hiszpańskim, był zwłaszcza popularny w szesnastym wieku, kiedy stosowano go głównie do ozdabiania elementów ubrań, przede wszystkim mankietów i kołnierzy. Ówczesne hafty blackwork możemy podziwiać m.in. na obrazach Hansa Holbeina Młodszego.



Blackwork to połączenie ściegu za igłą i krzyżykowego, wydaje mi się dość łatwą techniką zdobienia materiału. Zakładkę wyszyłam bardzo szybko i planuję stworzyć ich więcej.



wtorek, 9 sierpnia 2016

Nessie w Twojej zupie [Recenzja Aliexpress]




Mam słabość do śmiesznych gadżetów, zwłaszcza kuchennych. Dlatego gdy dowiedziałam się o istnieniu chochli w kształcie potwora z Loch Ness, od razu zapragnęłam mieć takie stworzenie w swojej kuchni.  Odstraszyła mnie cena oryginalnego produktu, zaprojektowanego przez firmę Ototo Design http://www.ototodesign.com/ (w polskich sklepach 60-70 zł za sztukę) i zrezygnowałam z zakupu. Po jakimś czasie odkryłam, że na Aliexpress również można kupić śliczne, plastikowe Nessie w trzech kolorach, a ich cena jest śmiesznie niska. Zamówiłam więc potwora z jeziora w kolorze zielonym i za produkt zapłaciłam 6,36 zł (przesyłka oczywiście gratis).

Chochla dotarła w stanie nienaruszonym, w standardowym opakowaniu z folii bąbelkowej. Niestety nie miała żadnej metki ani karteczki z opisem czy danymi producenta. Nie posiada również wytłoczonego kodu oznaczającego rodzaj użytego plastiku, więc postanowiłam trzymać ją głównie jako ozdobę kuchni, nie używać na co dzień do nakładania potraw. Od czasu obejrzenia filmu "Inwazja plastiku" (tytuł oryginalny "Bag It", rok produkcji 2010) cierpię na lęk przed Bisfenolem A, dlatego nie używam plastikowych rzeczy o nieznanym składzie.

Chochla wygląda tak samo, jak na zdjęciach sprzedawcy, jest zabawna i zielona. Kiedy ją próbowałam ustawić na stojąco, pojawił się kolejny mankament produktu: słabe wyważenie konstrukcji. Nie zawsze udaje się postawić Nessie na czterech nóżkach, czasem zwierzak po prostu upada głową do przodu. No cóż, w mojej kuchni jednak potwór z Loch Ness nie będzie ozdobą - chyba że w jakiejś instalacji, która uniemożliwia wywrócenie się zwierzaka.



Zatem... nie polecam tego produktu. W przypadku Nessie nie ma co się łakomić na chińską podróbkę, bo pożytek z niej znikomy.

niedziela, 19 czerwca 2016

Jenot, który cierpiał na bezsenność z powodu pełni Księżyca


Pierwotnie to nie miał być wcale żaden jenot. Rysunek to jedno z ćwiczeń z książki "Sztuka Zentagle", o której pisałam w poprzednim poście. Ćwiczenie polega na stworzeniu postaci będącej kompilacją stworków narysowanych przez autorkę. Po ukończeniu rysunku moja pierwsza myśl była "OMG jenot, narysowałam niewyspanego jenota!" Od razu ustaliłam też przyczynę, dla której zwierzak wygląda na zmęczonego, mianowicie: pełnia Księżyca. Sama mam problemy z odpowiednio długim i regenerującym snem podczas pełni (i co dziwniejsze, występują one głównie zimą, w lecie nasz mały satelita już mi tak nie przeszkadza), dlatego ten powód przyszedł mi do głowy od razu, gdy pomyślałam o bezsenności. 

Naukowcy nie są zgodni, czy faktycznie istnieje coś takiego, jak wpływ fazy Księżyca na nasz sen. Niektóre badania, jak to przeprowadzone w Szwajcarii, potwierdzają popularne przekonania na temat snu podczas pełni http://www.scientificamerican.com/article/it-must-be-the-moon-tired/ 
Z kolei kanadyjski naukowiec obalił te teorie https://www.sciencedaily.com/releases/2016/05/160506105645.htm

Być może różnica wzięła się stąd, że w drugim badaniu brały udział dzieci, a te wydają się generalnie mieć o wiele mocniejszy sen, niż dorośli. A być może prawdą jest po prostu stwierdzenie, że nie ma eksperymentów idealnie obiektywnych, a ich wynik zależy od przekonań i przyjętej metodologii badacza :D Ja w każdym razie wciąż wierzę w to, że Księżyc bywa odpowiedzialny za mój kiepski sen.




niedziela, 15 maja 2016

Zentangle

Z techniką Zentangle zetknęłam się po raz pierwszy wiele miesięcy temu na Deviantarcie, o ile mnie pamieć nie myli. Od razu zafascynowały mnie te skomplikowane, splątane wzory i kształty, zaciekawiła mnie również sama idea, która kryła się za niesamowitymi rysunkami. Potem co jakiś czas powracałam do blogów czy poradników na Youtubie, na których można było zobaczyć te fascynujące owoce ludzkiej wyobraźni, a często i sam proces ich powstawania. W końcu postanowiłam sama zacząć rysować w tym stylu i - ku mojemu zdumieniu - okazało się to o wiele łatwiejsze, niż się spodziewałam. Na pewno pomógł mi fakt, że miałam już w głowie pełno motywów i wzorów, które widziałam w pracach innych twórców i nie musiałam się specjalnie wysilać, żeby czymś zapełnić kartkę; pomysły same pojawiały się jeden po drugim. Mój pierwszy Zentangle wydrukowałam na białym kubku z czarnym wnętrzem, co dało całkiem interesujący efekt.



Jednakże wciąż odczuwałam braki warsztatowe, dlatego stwierdziłam, że muszę zacząć od podstaw i zachęcona recenzją na blogu DeniMix kupiłam książkę "Sztuka Zentagle" wydawnictwa Arkady. Jest to zbiór naprawdę fajnych rysunkowych ćwiczeń, które nie tylko uczą typowych wzorów, używanych przez artystów Zentangle, ale też wskazują, skąd możemy czerpać inspiracje do tworzenia własnych plątanin. Dużym plusem podręcznika są strony, na których można ćwiczyć wzory, zaprojektowane przez autorki. Taki trochę powrót do zerówki i nauki rysowania szlaczków w zeszycie :)

Oprócz motywów do odrysowywania książka zawiera także bardziej twórcze ćwiczenia, m.in. rysowanie stworków-śmiesznotek, które obecnie stanowi moją ulubioną rozrywkę. Metoda jest prosta: rozglądamy się w swoim otoczeniu za jakimś interesującym wzorem (ciekawie popękany chodnik, odrapana ściana czy fantazyjnie powyginane gałęzie drzewa). Wszystko, co nam wpadło w oko, uwieczniamy aparatem, a następnie zastanawiamy się, jakiego stwora możemy narysować za pomocą podstawowych linii, które dostrzegamy na zdjęciu.

Mój pierwszy stwór (a właściwie dwa) to rysunek zainspirowany marmurowym parapetem w biurze, gdzie pracuję.




Kiedy zaczynasz się uważnie przyglądać swojemu otoczeniu, nagle odkrywasz, że wokół pełno jest fascynujących form, kształtów i wzorów! Nawet drzewa, które widzę codziennie za oknem biura, okazują się baśniowymi stworami: płacząca brzoza nasuwa nieodparte skojarzenia z Meluzyną (https://www.youtube.com/watch?v=EpgXFcNXjBs), a na niezidentyfikowanym drzewie po prawej stronie trawnika dostrzegam aligatora, wspinającego się po jabłka.






Zabawa w wyszukiwanie ciekawych form w najbliższym otoczeniu jest przednia, a rysowanie śmiesznych stworów potrafi naprawdę poprawić humor, dlatego polecam spróbować obu tych aktywności ^^

niedziela, 3 kwietnia 2016

Koty z Aliexpress.pl

Kiedy po raz pierwszy weszłam na Aliexpress, moim oczom ukazał się prawdziwy Raj Obiecany: niezliczona ilość najróżniejszych produktów, z których wiele miało śmiesznie niskie ceny, na dodatek z opcją darmowej wysyłki do Polski. Całe Morze Chińskie ubrań, galanterii i dodatków we wszystkich kolorach i fasonach. Ubrania, które są najnowszym krzykiem mody, jak i takie, które były nim pięć lat temu; a nawet takie, które są modne w konkretnym miejscu geograficznym (np. złocono-barokowo-koronkowe kolekcje, szyte ewidentnie z myślą o guście klientów z Rosji). I wreszcie wzory czy nadruki, których nie znajdziemy w typowym polskim sklepie. Chińska platforma zakupowa to naprawdę Raj dla poszukiwaczy nietypowych produktów.

Poczesne miejsce wśród popularnych wzorów odzieżowych na Aliexpress zajmują wizerunki kotów. Tak, koty... czają się obecnie w każdym zakamarku Internetu i w każdym kącie w realu, więc nie powinno nikogo dziwić, ze również Chińczycy ulegli tej manii. Oto kilka najznamienitszych przykładów:

1. Majtasy z gapiącym się kotem.
W zasadzie trudno je skomentować. Lepiej je po prostu zobaczyć ^^
(Ale przypominam, zachowajcie odpowiednią odległość od monitora i odpowiednie oświetlenie pokoju, żeby patrzenie na te zdjęcia nie zaszkodziło Wam jeszcze bardziej! )




2 Skarpetki z kocimi nadrukami.
Dla każdego fana kotów coś miłego. Jest między innymi kot słodziak, kot łysol, kot z horroru, kot Audrey, kot wyborczy oraz pop-artowy:







W porównaniu z kocimi majtasami skarpetki nie wzbudzają trwogi ani chęci do ucieczki. To całkiem sympatyczna kolekcja różnej maści Mruczków.

3. Lunarne legginsy

... czyli gatki dla wszystkich fanek Sailor Moon. Z wizerunkiem Luny, kotki głównej bohaterki. Zastosowanie kontrastowych płaszczyzn kolorystycznych tworzy iluzję dwóch warstw odzieży.





Inne ciekawe legginsy/rajstopy z kotami na kolanach:




4. Koci synod

Dużo kotów, które zebrały się w ustronnym miejscu, rozłożyły się wygodnie i debatują o stanie mysiej populacji w ich okolicy. I nagle do ich kryjówki wpada człowiek, który robi im szybko zdjęcie i bez słowa ucieka. Myślę, że właśnie tak musiał powstac ten wzór. Bo niby czemu te wszystkie koty gapią się w jednym kierunku?!




Ten szal to jedyny mruczkowy produkt, na który jak dotąd się zdecydowałam. Na żywo wygląda dokładnie tak, jak na zdjęciach od sprzedawców. Jest wykonany ze stuprocentowej wiskozy, więc jest bardzo miły w dotyku, a przy tym się nie gniecie. Z czystym sumieniem polecam go wszystkim wielbicielom kociaków.  

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Lilly and Carla

Naprawdę nie znoszę tych krótkich, zimowych dni, kiedy widzę Słońce jedynie w weekendy - w dni robocze wychodzę do pracy o świcie, a kiedy wracam do domu po godzinie 16, jest już zmierzch.

To był jeden z tych dni: ciemny, mglisty i ponury listopadowy poniedziałek. Na przekór jesiennej aurze chciałam narysować coś rozweselającego, więc stworzyłam dwie sympatyczne postacie, małą dziewczynkę o imieniu Lilly i jej zwierzątko, łasiczkę Carlę. Lilly to pogodna i rozsądna osóbka, a przy tym bardzo ciekawska - wszystko musi zobaczyć na własne oczy, wszystko sprawdzić doświadczalnie. Carla z kolei jest zdystansowana i trochę lękliwa. Chociaż nie lubi podejmować ryzyka, zawsze towarzyszy swojej przyjaciółce, nawet gdy ta wybiera się do różnych strasznych i dziwnych miejsc.



Lilly and Carla

W grudniu narysowałam świąteczny wzór z postaciami Lilli i Carli. Stworzyłam dwie wersje kolorystyczne, niebieską i beżową.


A oto wzór wydrukowany na tkaninie bawełnianej za pomocą serwisu cottonbee.pl:


Jestem całkiem zadowolona z efektu, kolory na materiale zostały bardzo dobrze odwzorowane, natomiast co do trwałości farb na razie się nie wypowiadam - poczekam do pierwszego prania ^^

Gdyby ktoś był zainteresowany, to moje wzory w serwisie Cottonbee.pl znajdują się pod adresem http://cottonbee.pl/autor/MalgorzataD .